Wodzenie niedźwiedzia na Górnym Śląsku

wpis w: Dziedzictwo Kulturowe, informacje | 0

Wodzenie niedźwiedzia, zwane także: berami, wodzeniem bera, bakusami, kludzeniem bera i łażeniem z berym kultywowane jest obecnie w około 150 miejscowościach na historycznym Górnym Śląsku w tym szczególnie na Śląsku Opolskim. Jest to zwyczaj związany z karnawałem i zapustami, czyli od Nowego Roku (albo od święta Trzech Króli) do środy popielcowej. Co istotne, zwyczaj ten przetrwał na terenach, gdzie – mimo przynależności do państwa pruskiego, a potem niemieckiego – mieszkała ludność polska. Według spisu ludności z 1 grudnia 1890 r. na Śląsku mieszkało 937412 Polaków katolików i 56635 Polaków – ewangelików, razem blisko milion Polaków! Według dziennikarzy z wydawanej ówcześnie  „Gazety Opolskiej” należy szacować, że na Śląsku mieszkało ok. ćwierć miliona Polaków (zob. „Staropolanin. Kalendarz na rok 1896” wydawany przez „Gazetę Opolską” Bronisława Koraszewskiego w Opolu). Najwięcej ich było w obwodzie regencyjnym opolskim. Dane z późniejszych spisów ludności – w wyniku nasilonej polityki germanizacyjnej – nie są już obiektywne.

Obrzęd wodzenia niedźwiedzia ma słowiańską genezę. O maszkarach niedźwiedzich podczas dorocznych obrzędów słowiańskich pisał m.in. K. Moszyński w swoim wybitnym dziele pt. „Kultura ludowa Słowian” (m.in. t. II, cz. 2, Warszawa 1968). Badacz wykazał, że maszkarze niedźwiedzia pospolicie towarzyszył drugi aktor zwany niedźwiednikiem. „Niedźwiedź” w obrzędach Słowian był zwykle okryty grochowinami, mającymi naśladować futro tego zwierzęcia, lub rzadziej – prawdziwą skórą zwierza.

Słowiański obrzęd przetrwał w szczątkowej i zmienionej formie w chrześcijańskich zapustach, podczas których przebierano się za niedźwiedzia, po to aby straszyć młode dziewczęta.

O zwyczaju wodzenia niedźwiedzia na historycznym Górnym Śląsku pisał w 1842 r. (W rozmaitościach górnoszląskich) Józef Lompa, który spisał z obserwacji stary, zachowany zwyczaj górnośląski o maszkarach: niedźwiedziu i koniu. Lompa napisał:


W ostatki obwodzą na Górnym Śląsku mężczyznę owiniętego w grochówkę (grochowiny), który symbolizuje niedźwiedzia. Prowadzący trzyma go na powrozie i w ten sposób obaj, często w asyście grajków i na oczach mieszkańców, czynią obchód po całej wsi. W wielu miejscowościach zamiast niedźwiedzia chodzi wypchany koń. Przymocowuje się go do mężczyzny, że sprawia to wrażenie, iż człowiek ów jeździł na nim. Opadające w dół prześcieradła zakrywają mu nogi. Jeźdźcy temu towarzyszą m.in. mężczyźni przebrani za dziewczęta 

Zygmunt Gloger zebrał w latach 1861-1891 ludowe pieśni polskie i wydanej w Krakowie w 1892 r. pracy pt. „Pieśni ludu” (muzykę opracował Zygmunt Noskowski) podał także słowa do pieśni zapustnej pt. „Chodząc z konikiem”:

Hulaj, hulaj koniku
Po zielonym gaiku,
Gdzie nasz konik pochodzi,
Tam się żyto urodzi.
Gdzie nasz konik nie chodzi,
Tam się żyto nie rodzi.

Pod koniec XIX w. zwyczaj wodzenia niedźwiedzia nadal był kultywowany, tylko nieco zmienił formę. Opisał to M. Przywara w swojej pracy „Życie i obyczaje w Opolskiem”. Zwyczaj wodzenia niedźwiedzia w wielu miejscowościach Śląska Opolskiego zanikał często za sprawą germanizacji. Ciągłość w kultywowaniu tradycji przerwano ponowie w okresie II wojny światowej. Po 1945 r. spontanicznie powracano do kultywowania zwyczaju. Zaczęły się nawet tworzyć grypy niedźwiedników, z których część przetrwała do dziś. Miały one już zupełnie innych charakter i repertuar wykonywanych pieśni, który tworzono na potrzeby organizowanych konkursów i przeglądów folklorystycznych i który był już mocno zniekształcony. Po woli zanikała też pierwotna funkcja obrzędowa tego zwyczaju, którą zamieniono na wesołą zabawę wplatając w nią wątki współczesne, charakterystyczne dla danej miejscowości, czego dobrym przykładem jest Krasiejów, gdzie obok niedźwiedzia w korowodzie idzie dinozaur. W niektórych miejscowościach istnieje tendencja do rozbudowywania postaci w orszaku. Przykładowo w 11-sobowym korowodzie w Dobrej występuje fotograf i dwaj kanonierzy w wojskowych mundurach z XIX wieku. W 23-osobowej grupie z Dąbrówki Górnej mieszkańcy wodzą dwa niedźwiedzie zapustne – dużego i małego, którym towarzyszy wielbłąd, wiedziony za osobę przebraną za Araba…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podczas wodzenia niedźwiedzia po wsi, każdy gospodarz dodawał win dla niedźwiedzia. Gospodyni musiała zatańczyć z niedźwiedziem, a gospodarz wrzucał datki do puszki lub jedzenie do koszyka. Po obejściu całej wsi w karczmie organizowana była zabawa, której koszty pokrywano z datków otrzymanych za wodzenie niedźwiedzia. Zabawę rozpoczynało przedstawienie sądu nad niedźwiedziem, któremu przypisywano wszelkie zło i nieszczęścia, które dotknęły mieszkańców miejscowości w minionym roku. Po wydaniu wyroku leśniczy zabił skazanego, po czym jego krwią, czyli winem częstowano wszystkich obecnych na zabawie. Po wyniesieniu trupa rozpoczynała się radosna zabawa karnawałowa i wspólny taniec uczestników. Zbierano też datki na nowego niedźwiedzia, żeby się mógł wychować, żeby w kolejnym roku tradycja mogła być kontynuowana.

Istotną rolę odgrywali muzykanci. Niektóre miejscowości mają własną tradycyjna piosenkę, w innych śpiewają popularne melodie ludowe. Tak jest np. w Opolu – Krzanowicach, które do końca grudnia 2016 r. były osobną wsią. Podczas wodzenia niedźwiedzia członkowie korowody śpiewają następującą pieśń do melodii „Tańcz, tańcz moja miła”.

Dej, dej gospodyni dej
bajty (kieszeni) ruszyć chciej,
my niedźwiedzia wygonimy,
urodzaju wom życzymy.
Niech se wom szczęści
Teroz bez cały rok.
Dej, dej gospodyni dej
po kieliszku wlej,
byś niedźwiedzia se pozbyła
i wandzonki dołożyła,
bo niedźwiedź syty
pewno już nie  wróci tu.