Gdzie się podział adwent i prawdziwy św. Mikołaj?

wpis w: Dziedzictwo Kulturowe | 0
M. Konieczny jako św. Mikołaj

Adwent, po łacinie adventus – przyjście, od pierwszych wieków chrześcijaństwa związany był z początkiem obchodzenia przez chrześcijan świąt Bożego Narodzenia od około II połowy IV w. To również początek nowego Roku Kościelnego. Okres ten obejmujący kolejne następujące po sobie cztery niedziele przygotowuje nas do Bożego Narodzenia, a w wymiarze eschatologicznym, czyli ostatecznym, na ponowne przyjście Chrystusa na końcu czasów, by sądzić żywych i umarłych. Celem adwentu jest przede wszystkim godne przygotowanie się na przyjście Chrystusa w święta Bożego Narodzenia. Czas radosnego oczekiwania przez wieki różnie był postrzegany. Początkowo w Kościele mocno zaakcentowany był pokutny charakter adwentu, potem w VI w. z Rzymu zaczęła promieniować radosna forma adwentu, w której dominowała nadzieja na ponowne przyjście Pana. Dzisiaj adwent to nadal okres radosnego wyczekiwana przyjścia Bożego Narodzenia, w którym główny akcent położony jest na ciszę, modlitwę, skupienie i pokutę.

Koniec roku to okres, kiedy przyroda, wszystko, co zewnętrze zamiera, wchodzi w czas odpoczynku, i doskonale odbija się w istocie adwentu. Człowiek powinien przed wielkim świętem przyjścia Pana, wejść nie tylko w stan przygotowania, ale również zastanowić się w ciszy i skupieniu nad swoim życiem. Pomagać nam w tym powinna pokuta, do której w tekstach liturgicznych adwentu nawołuje nas m. in. św. Jan Chrzciciel. Taki charakter adwentu przekazuje nam tradycja katolicka i wiara naszych ojców. Czy jednak w dzisiejszych czasach cokolwiek nam pozostało z tych cennych i ważnych dla naszego rozwoju duchowego tradycyjnych praktyk, które niezwykle wzbogacały i umacniały wiarę poprzednich pokoleń?

Niestety, piękne staropolskie i wypływające z chrześcijańskiej tradycji zwyczaje i praktyki adwentowe coraz bardziej odchodzą w zapomnienie. W zamian dajemy się wciągnąć w machinę świątecznego marketingu, który z wielkim impetem rusza niemal od razu po 1 listopada – Wszystkich Świętych. Aby zniszczyć w rodzinach i życiu prawdziwego chrześcijanina prawdę o przyjściu Mesjasza, jako nowo narodzone Dzieciątko, aby pozbawić katolików radości ze świątecznego nastroju w domach, strojenia choinki, wspólnego śpiewania kolęd w święta Bożego Narodzenia, już na długo przed adwentem jesteśmy przytłaczani świątecznym nastrojem, na który jeszcze nie czas. W ten sposób adwent zamiast być okresem wyczekiwania, staje się de facto czasem świątecznym, po którym, kiedy nadchodzą święta jesteśmy wszystkim przesyceni i zmęczeni. Czy taka jest istota adwentu i świąt Narodzenia Chrystusa? Z pewnością nie.

Nie inaczej ma się sprawa z zwyczajami i świętami obchodzonymi w okresie adwentu. Globalizacja i nie zawsze przychylne katolickim zwyczajom media zniszczyły przede wszystkim religijny i prawdziwy wymiar św. Mikołaja z Miry, który z biskupa został przemieniony w ubranego na czerwono, przerośniętego krasnoludka i stał się ikoną laickiego – świeckiego wymiaru świąt Bożego Narodzenia.

Dzisiaj św. Mikołaj większości kojarzy się z przygrubawym, przerośniętym krasnalem z reklam napoju Coca – Cola. Wszystko zaczęło się na początku XIX w., kiedy jeszcze nawet w Stanach Zjednoczonych Ameryki dominował św. Mikołaj biskup. W Nowym Jorku na początku XIX wieku istniało stowarzyszenie, które skupiało w swoich szeregach Holendrów przybyłych za pracą na kontynent amerykański, a któremu patronował św. Mikołaj. Z ich inicjatywy coraz popularniejsza w Nowym Jorku, a później w coraz szerszych kręgach stała się legenda i tradycje o św. Mikołaju biskupie – Sinterklaas. Od 1809 r. kiedy do holenderskiego stowarzyszenia zapisał się niejaki Washington Irwing, religijny obraz św. Mikołaja zaczął się stopniowo przeistaczać w obraz karykaturalnego krasnoludka. Stało się tak za sprawą satyry, jaką napisał Irwing, w której prześmiewczo i szyderczo opisał zwyczaje nielubianych w Nowym Jorku Holendrów, nie pomijając przy tym św. Mikołaja. Według satyry, biskup z Miry stał się parodią XVII wiecznego holenderskiego dżentelmena, w spodenkach, z kapeluszem, fajką, który wspinał się na dachy, wchodził do mieszkań przez okna i kominy. Dalsza przemiana św. Mikołaja nastąpiła w 1821 r., kiedy William Gilley w jednym ze swoich wierszy zamienił Sinterklaas’a na Santeclaus’a dodając do jego wypaczonego obrazu renifery, które od tego momentu, na stałe zadomowiły się w świadomości społecznej jako nieodłączny element świętego. Dalszej przemianie i zniszczeniu prawdziwego obrazu św. Mikołaja przyczyniła się prężnie rozwijająca się w XIX w. prasa, która rysunkami i wydawanymi książeczkami skutecznie w świadomości społecznej zatarła św. Mikołaja biskupa i w jego miejsce wpisała Santa Claus’a. Odtąd święty ten kojarzy się w świeckiej wyobraźni jako grubasek z fajką, w futrzanym czerwonym kubraku z białym futerkiem (futrzane odzienie zapożyczono z tradycji niemieckiej), który przez kominy dostaje się do domów, wykonuje zabawki dla dzieci i mieszka na biegunie północnym. Po sukcesie, jaki krasnalowy Santa Claus odniósł w prasie, na popularnym świętym postanowiły zarobić sklepy i wielkie korporacje. Znaczącą rolę w światowym upowszechnieniu św. Mikołaja jako Santa Claus’a odegrała korporacja The Coca – Cola Company. Postanowiła ona wykorzystać nowy obraz świętego z odpowiednim odcieniem czerwonego ubrania do kampanii reklamowej napojów chłodzących, w okresie zimowym, kiedy sprzedaż napojów spadała. Okazało się, że pomysł trafił na podatny grunt, gdyż od kilkudziesięciu lat czas przedświąteczny nieodłącznie kojarzy się z reklamą Santa Claus’a.z butelką Coca – Coli w ręce.

Dlaczego doszło do tak drastycznego wypaczenia wizerunku tego oddanego ubogim świętego? Otóż św. Mikołaj jest świętym katolickim i prawosławnym. Nie bardzo pasowało to XIX -wiecznym oświeconym myślicielom, którzy na bazie chrześcijańskiego świętego postanowili wyhodować dobrze się sprzedającą i medialną karykaturę św. Mikołaja biskupa. Do takiego kroku nie posunęli się nawet protestanci, którzy nigdy nie zrezygnowali
z tradycji św. Mikołaja, co zaowocowało wieloma pięknym regionalnymi tradycjami. W Wielkiej Brytanii popularny był Fahter Christmas – Duch Bożego Narodzenia, w Francji Père Noël – Świąteczny Ojciec, w Niemczech – Weihnachstmanna – Świąteczny Mężczyzna i Pelznickl – Mikołaj w Futrach. Niestety nawet te wnoszące wiele urozmaicenia w kulturę Europy postaci zostały w ostatnich latach zamerykanizowane i coraz częściej upodabniane są do amerykańskiego Santa Claus’a.

Czy warto rezygnować dla popularnej kultury z regionalnych i pięknych tradycji, które również wyrosły na naszej ziemi? Zdecydowanie nie. W naszej tradycji św. Mikołaj żyjący na przełomie III i IV wieku urodził się w Patarze w Licyi. Młody święty wychowywał się w religijnej atmosferze dokonując wielu dzieł godnych dobrego chrześcijanina. W około 300 r. podczas zaraz zmarli jego rodzice, a wielki majątek, jaki po nich odziedziczył bez wahania rozdał ubogim, szczególnie pomagając będącej w wielkiej nędzy pewnej szlacheckiej rodzinie, co sprawiło, że stał się niezwykle popularny. Znany jest też przekaz według, którego św. Mikołaj podczas podróży do Ziemi Świętej uspokoił swoimi modlitwami sztorm, stając się od tego czasu patronem żeglarzy. Wracając z Jerozolimy św. Mikołaj został obwołany biskupem Miry. Zasłynął wtedy ascetyczną postawą i wielką szczodrobliwością dla żebraków i ubogich, dla których sam zbierał jałmużny. Zmarł 6 grudnia między 345 a 352 r.

W Polsce św. Mikołaj czczony jest jako patron bydła, koni i owiec przed atakami wilków, które pod koniec jesieni i na początku zimy gromadziły się i napadały na wioski. Na Kurpiach był z kolei zwyczaj zachowania postu, aby uprosić od św. Mikołaja obronę przed wilkami. W niektórych regionach Polski np. w okolicach Krakowa zachowała się też tradycja wigilii św. Mikołaja. Wieczorem przed świętem mężczyzna w przebraniu biskupa chodził od domu do domu i upominał dzieci, pytając je o dobre uczynki i przypominając o modlitwie. W nagrodę za dobre zachowanie przez cały rok dzieci dostawały kosz jabłek, piernik i obrazki. Podobny zwyczaj jest na Śląsku, gdzie św. Mikołaj również odwiedza domy, szpitale i kościoły nauczając dzieci i rozdając im smakołyki. Szkoda tylko, że coraz częściej i w naszych okolicach strój biskupa zastępowany jest przez strój krasnoludka. Zastanówmy się czy warto grzebać nasze Polskie i lokalne tradycje związane z adwentem i m.in. św. Mikołajem w imię źle pojętej globalizacji i laicyzacji życia.

 

Michał Konieczny

 

Dzień św. Mikołaja na Śląsku

Zwyczaj obdarowywania dzieci drobnymi prezentami 6 grudnia w dniu św. Mikołaja biskupa z Miry przyszedł na Śląsk z Zachodu w drugiej połowie XIX w. Sam św. Mikołaj cieszył się kultem od średniowiecza, zwłaszcza w Brzegu – miasto ogłosiło go swoim patronem i czciło m.in. zachowywaniem postu oraz wstrzymywaniem się od ciężkiej pracy fizycznej w tym dniu. Z powodu braku źródeł, nie znamy dokładnie genezy obchodów dnia św. Mikołaja na Śląsku. Najstarszy polski opis ze Śląska przekazał A. Hytrek w latach 70. XIX w.: „W dzień św. Mikołaja wieczorem odbywa się maskowany obchód „Mikołaja”. W ubiorze biskupim, z długą brodą chodzi Mikołaj od domu do domu, gdzie się tylko mała dziatwa znajduje, puna najpierw rózgą do okna, zachodzi do izby i zaczyna egzamin z dziećmi. Grzeczne i dobre dzieci, pacierz umiejące obdarowuje owocami i zabawkami, niegrzeczne i leniwe chłoszcze rózgą. Przez cały rok dzień ten jest postrachem malców”. Bywał, że Mikołaj chodził po Śląsku ze swoim orszakiem. W latach pruskich odwiedziny św. Mikołaja stanowiły lekcję patriotyzmu.

W czasach komunizmu pojawiła się nazwa „mikołajki” na określenie tradycji obdarowywania się 6 grudnia, która miała na celu pominięcie samego świętego. Obecnie, za sprawą ogromnej promocji lobby handlowego, święto to coraz bardziej staje się wypaczone, a wizerunek św. Mikołaja w stroju biskupim zastąpiony zostaje bajkową postacią starszego mężczyzny z brodą ubranego w komiczny czerwony strój. Warto przypomnieć, że taki wizerunek mikołaja – czerwony płaszcz i czapka – został spopularyzowany w 1930 r. przez koncern Coca-Cola dzięki reklamie napoju stworzonej przez amerykańskiego artystę, Freda Mizena. Zgodnie z ustaleniem Rady Języka Polskiego z 5 maja 2004 r. frazę święty mikołaj pisze się małą literą.

 

Literatura:

J. Pospiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku Opolskim, Opole 1987.

Zwyczaje ludu polskiego na Śląsku w okresie świąt Bożego Narodzenia, „Zaranie Śląskie. Kwartalnik Literacki”, rocz. V, zeszyt 4 z dnia 31.12.1929, s. 236-242.