Regina Mac ps. „Rysia” – Żołnierz Armii Krajowej, łączniczka „Orlika”

wpis w: Śląscy Bohaterowie Polski | 0

Urodziła się 9 czerwca 1929 r. w Rykach na Lubelszczyźnie w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Wszyscy byli zaangażowani – rodzice, 4 moje siostry i dwóch braci. Starszy brat Władysław przed wojną należał do Legionów Strzeleckich. Młodszy brat Stanisław ps. „Sosna” w 1943 r. wstąpił do oddziału partyzanckiego mjr Mariana Bernaciaka ps. „Orlik” (1917-1946), podporucznika rezerwy Wojska Polskiego, członka ZWZ-AK, dowódcy oddziału partyzanckiego AK, a następnie Zrzeszenia WIN na Lubelszczyźnie.

Pani Regina już w szkole podstawowej działała w konspiracji w takiej wojskowej służbie kobiet – komendantem była nauczycielka pani Godlewska. „My dziewczyny, byłyśmy kurierami i sanitariuszkami. Nosiłyśmy żołnierzom korespondencję konspiracyjną, jedzenie, lekarstwa i czystą bieliznę. Byłyśmy też łącznikami partyzantów z rodzinami, co było bardzo ważne. Bywało, że czasami musiałam iść kilka kilometrów przez las, bo tak trzeba było…” – wspomina pani Regina.

W wieku 16 lat, we wrześniu 1945 r. złożyła przysięgę wojskową i walczyła jako łączniczka ps. „Rysia” przed ppr. Wacławem Kuchnio ps. „Spokojny”, zaufanego zastępcy „Orlika”. Z legendarnym dowódcą ZWZ-AK i Zrzeszenia Win na Lubelszczyźnie zetknęła się – jak wspomina – w 1943 r., kiedy jej młodszy brat Stanisław ps. „Sosna” wstąpił do oddziału partyzanckiego mjr Mariana Bernaciaka, który oficjalnie prowadził księgarnię w Rykach, ale tak naprawdę organizował partyzantkę, chronił mieszkańców, prowadził walkę z okupantem, wymierzał kary katom i oprawcom.

W 1945 r., gdy NKWD aresztowało jej starszego brata Władysława (zginął w styczniu 1946 r.), razem z siostrą Gienią były po raz pierwszy przesłuchiwane przez funkcjonariuszy UB. Po latach pani Regina wspomina: – „Nawet jak mnie bili i przyłożyli mi pistolet do skroni, to nie miałam wątpliwości, że jestem po słusznej stronie”. Po śmierci brata Władysława – zabitego przez UB na oczach rodziny– w domu pani Reginy były częste rewizje. W marcu 1946 r. została znów aresztowana. – „Podczas przesłuchania kłamałam jak z nut. Mówiłam, że nic nie wiem, że jestem dzieckiem, że to sprawy dorosłych. Ubowcy zaczęli mnie bić i kilkakrotnie przykładali mi pistolet do skroni, chcieli wiedzieć, gdzie są partyzanci. Nie bałam się. Przysięgam. Kłamałam ale nikogo nie zdradziłam na co są dokumenty w IPN-ie. W celi gryzłam palce, żeby nie krzyczeć gdy słyszałam jak katowali ludzi, którzy dawali schronienie partyzantom. Czułam siłę tych żołnierzy z lasu…” – wspomina.

W 1947 r. ujawniła się, a w 1950 r. przyjechała do Grodkowa na Opolszczyźnie. Od 1951 r. mieszka w Opolu, gdzie przez 36 lat pracowała w zakładach drobiarskich. Obecnie cieszy się emeryturą i wnukami.

Fotografie: Sławomir Mielnik